Do czytania, Fairtrade »

[16 Aug 2010 | Ania | Nie ma komentarzy | ]

W wakacyjnym numerze Dilemmas Magazine, internetowego magazynu modowego, znajdziecie nasz tekst o sprawiedliwym handlu “Czekolada o smaku utopii” – do przeczytania tu.

Ekologia, Kupowanie »

[15 Aug 2010 | Ania | Nie ma komentarzy | ]

Coraz więcej kosmetyków na polskim rynku reklamuje się jako naturalne, ekologiczne i bezpieczne. Częściowo to prawda – w ostatnich latach zdecydowanie łatwiej jest kupić kosmetyki certyfikowane jako naturalne i/lub ekologiczne przez takie organizacje jak francuski EcoCert, niemiecki BDIH czy brytyjskie Soil Association. Coraz więcej kosmetyków posiada także składniki pochodzące ze Sprawiedliwego Handlu. Ale, niestety, większość kosmetyków nadal napakowana jest chemią, która może być szkodliwa dla naszego zdrowia, a odwoływanie się przez producentów do “siły natury” to czysty cynizm i próba greenwashingu.

    Jeśli znajdziecie takie pseudo-naturalne kosmetyki w swoim sklepie, możecie potraktować je nalepką przygotowaną przez amerykańską Organic Consumers Association w ramach ich kampanii Coming Clean – do ściągnięcia tutaj. Swoją drogą, dobry pomysł na inne kampanie przeciw greenwashingowi!

      Więcej o bezpieczeństwie kosmetyków znajdziecie w bazie danych SkinDeep oraz w filmie niezawodnej Annie Leonard (w Europie wprawdzie jest trochę lepiej niż w Stanach, ale mechanizm niestety podobny…). Warto też śledzić prace nad wdrożeniem w życie nowych, ujednoliconych standardów dla europejskich kosmetyków naturalnych i ekologicznych, które powstały w tym roku: Cosmos i NaTrue.

        Do czytania »

        [13 Aug 2010 | Ania | Nie ma komentarzy | ]

        Nasze skrzynki mailowe pękają od kolejnych petycji do podpisania, na Facebooku popieramy dziesiątki słusznych spraw i codziennie klikamy na Pajacyka – nieźle, prawda? Micah White nazywa to nowe zjawisko kliktywizmem (clicktivism) i mówi, że do prawdziwego aktywizmu ma się tak jak żarcie z McDonalda do normalnego posiłu. Niby wygląda jak jedzenie, ale po składnikach odżywczych nie pozostał ślad…

        Kliktywizm opiera się na przekonaniu, że do budowania ruchów społecznych można i powinno się stosować takie same techniki marketingowe, jak te używane do sprzedawania papieru toaletowego, stąd starannie zaplanowane kampanie, badania marketingowe, profesjonalna oprawa wizualna i wykorzystanie nowych mediów. Przykładem jest kampania Tck Tck Tck przeciwko zmianom klimatu, której partnerami są m.in. Greenpeace czy WWF, a za którą stoi jedna z największych firm reklamowych na świecie Havas Worldwide, do której klientów zaliczają się m.in. Wal-Mart, Coca-Cola i BP.

        Z jednej strony można powiedzieć, że to dobrze, że organizacje społeczne i ekologiczne się profesjonalizują, że w końcu techniki marketingowe to tylko narzędzia i jeśli używamy ich w dobrej sprawie, to tym lepiej dla sprawy. Ale White bardzo słusznie pokazuje zagrożenia płynące ze sprowadzenia naszego zaangażowania społecznego do działań w sieci, zwłaszcza w kontekście wskaźników efektywności. Dla dobrze zaprojektowanej internetowej kampanii promocyjnej wskaźnikiem jest liczba odsłon, kliknięć, osób zapisujących się na newslettery. Żeby móc pochwalić się większą liczbą członków, organizacje oczekują od nich coraz mniej i tak aktywizm zostaje zdegradowany do kolejnych petycji dotyczących tego, o czym akurat głośno. Maile od kolejnych organizacji traktujemy jak spam, a równocześnie przestajemy wierzyć w to, że możemy cokolwiek zmienić. A przecież możemy.

        Musimy tylko raz na zawsze dać sobie spokój ze złudnym przekonaniem, że świat da się zmieniać palcami na klawiaturze. To czasem pomaga, ale na pewno nie wystarczy.

        Bardzo polecam oba teksty White’a, ten wcześniejszy na stronie Adbusters i ten zupełnie świeży z Guardiana. A w nagrodę za dotarcie do końca JunkThought, inny projekt White’a i towarzyszący mu film.